(05-29-2026, 10:13 AM)Miral napisał(a): Cześć wszystkim, od jakiegoś czasu mocno kręci mnie temat bonsai i chciałbym spróbować swoich sił. Zastanawiam się tylko, czy lepiej kupić gotowe małe drzewko w markecie, czy próbować hodować coś od zera z nasion albo małej sadzonki. Trochę się boję, że zmarnuję roślinę, bo nie mam jeszcze wielkiego doświadczenia w przycinaniu. Jak wy zaczynaliście swoją przygodę, co doradzacie na sam start?
bry,
forum jest od paru lat w zasadzie martwe, nie wiem nawet czy choć admin w tej chwili tu zagląda (poza mną), już widzę że jakiś troll wkleja Ci reklamy pod pozorem odpowiedzi... na chwilę obecną jeśli chodzi o wiedzę (bo to podstawa, przynajmniej trochę, przed jakimkolwiek zakupem) proponuję poczytać tu archiwalne posty sprzed paru lat, oraz (niestety) fb i grupę b. dla początkujących (większą, bo druga mała podszywa się pod tą samą nazwą). dostęp do wiedzy na żywo jest niestety uzależniony od lokalizacji - jakiekolwiek warsztaty dla początkujących bywają w krakowie, wrocku, wawie i łodzi (sporadycznie). oprócz tego masz do dyspozycji resztę internetu (kupa śmiecia, ciężko odróżnić na początku chłam od prawdziwej wiedzy, a mnóstwo ludzików ma parcie na szkło), i lepiej zweryfikowaną wiedzę książkową (nic się nie zmieniło od lat, płochocki, duży tomlinson, ruger & stahl; wszystkie warte uwagi znajdziesz gdzieś omówione w postach, tu albo na fb)
i teraz: wybór rośliny zależy od tego, jakie masz dla niej warunki uprawy. z góry zaznaczam, że drzewa nie wyewoluowały w jaskiniach i słabo albo wcale rosną w mieszkaniach. da się trzymać jakieś tropikalne (fikus), ale znakomita większość sprzedawanych jako indoor (serissa, karmona, nawet ligustr i wiąz drobnolistny) to zwykłe łgarstwo, albo ledwie wegetują, albo padają przy najmniejszym problemie (najczęściej zimą z braku światła, przesuszenia powietrza, a te z naszej strefy klimatycznej jak wiąz - po góra 3-4 latach z braku spoczynku zimowego). czyli w praktyce to zostają rośliny zewnętrzne. tu wybór jest większy, prawie wszystkie rodzime drzewa i krzaki. często poleca się jałowce, ale iglaki mają jedną wadę: jak mają problem, np. przesuszysz przez jakiś czas za bardzo, to zobaczysz to dopiero za 3 tygodnie, jak zżółknie, a wtedy będzie już 3 tygodnie martwy. czyli: graby, buki, ligustry, bukszpany - ja po prostu chodzę po szkółkach (ale nie sklepach, które mają tylko ofertę handlową, młode rośliny, bo nic nie uprawiają), i szukam takich, które stoją długo, czasami są zmarnowane, ale mają stary pień. pierwszy błąd to kupowanie młodych roślin i przesadzanie do małych doniczek: zanim coś wartego formowania z nich wyrośnie, minął lata. długi temat na pisanie...
kupienie markeciaka ma jedną zaletę: masz mniej-więcej coś na kształt bonsai, z czego można się cieszyć. zadbać, nauczyć się uprawiać, zrobić pierwsze kroki w formowaniu. sadzonka to lata uprawy, zanim do czegoś się nada, poza wstępnym formowaniem pnia. nasiona jeszcze dłużej, a i tak 95% padnie zanim dorosną do rozmiaru, by cokolwiek z nimi zrobić. my na początek kupiliśmy jakieś sadzonki fikusa, i zamówiliśmy kilka markeciaków. potem zacząłem szukać po szkółkach, ale u mnie z tym ciężko, rośliny drogie i większość to sklepy bez własnej produkcji, a w takich coś ciekawego ustrzelić to rzadki przypadek. ale polecam, to najlepsza metoda. a poza tym zaczyna się nie od przycinania, tylko od utrzymania rośliny przy życiu przez piewszych kilka miesięcy, pierwszą zimę: nauka podlewania to podstawa. a w międzyczasie zdobywa się wiedzę
jakby jeszcze coś, to pisz, postaram się w miarę mojej przedszkolnej wiedzy pomóc
jsz